Kraina Dobrostanu

Pewien człowiek miał taki oto sen.

We śnie, szedł długą drogą, wciąż w górę i w górę. Było mu ciężko iść, gdyż dźwigał na swoich plecach ogromna belkę. Na ramionach miał już otarcia i odciski. Również jego stopy nie były pozbawione śladów uciążliwej, wieloletniej wędrówki.

Człowiek spojrzał w bok i zobaczył, że obok niego wędrują inni. Dzieci, kobiety, mężczyźni. Ludzie szli przed nim i za nim. Każdy człowiek dźwigał z równym trudem swoją własną belkę.

Udręczony wędrówką zaczął myśleć, jakby sobie ułatwić tą trudna drogę. Usiadł w rowie i był już bliski rezygnacji. Wpadł na pomysł, aby ciągnąć belkę za sobą. Ten pomysł okazał się nietrafiony. Belka poobijała mu nogi, a do tego plącząc się, utrudniała marsz.

Człowiek usiadł zrezygnowany i postanowił, że dalej nie idzie. Wówczas ujrzał w rowie zardzewiałą piłę. Choć nie było to łatwe, odpiłował spory kawałek własnej belki. Tym razem bez trudu zarzucił belkę na ramiona i wyruszył ochoczo przed siebie. Mijał ludzi z uśmiechem na ustach. Czasem drwił z nich, czasem pukał się w czoło, patrząc jak się męczą.

Nagle zobaczył przed sobą przepiękną krainę. Biegiem ruszył w jej kierunku. Ujrzał tablicę z napisem “Kraina Dobrostanu” i przystanął. Przed nim rozpościerała się przepaść. Człowiek siedział na skraju przepaści i myślał jak dostać się na drugą stronę. Zobaczył nadchodzących ludzi. Pierwszy z nich, zdjął belkę z ramion, przełożył przez przepaść i ruszył z uśmiechem do Krainy Dobrostanu. Inni zrobili tak samo.

Człowiek obudził się i odetchnął z ulgą.

Wędruję z moją ciężką belką codzienności drogą, która nazywa się życiem. Mam tylko jedną drogę. Jeśli przejdę nią uczciwie, pracowicie, pomagając innym nieść ich belki codzienności, to z pewnością dotrę do mojej Krainy Dobrostanu.

Ktoś zapytał mnie “Kiedy….?”

Krainę Dobrostanu masz w sobie, to Ty decydujesz kiedy……