Historia znad morza

Doświadczyłam niezwykłego poprzez zwyczajność

Zeszły rok wykończył mnie nerwowo. Każdy dzień przynosił negatywne doznania. Myślałam już, że doszłam do ściany. Wszędzie szukałam zła i gasło we mnie światło. Zamiast radości-smutek, kreatywności-niemoc, energii-zmęczenie. Szukałam wytchnienia od stanu, który mnie powoli zabijał a zapętlałam się coraz bardziej. Vicious circle. …

A potem nadeszły wakacje i wyjechałam z moimi naj… daleko. I nadal mnie męczyło. Zastanawiałam się, o co chodzi, przecież mam urlop, jestem w cudnym miejscu, z dala od źródła zła. Traciłam nadzieję, że odzyskam siebie, aż tu nagle…

Totalnie się wyłączyłam. Nie, nie straciłam przytomności ani nie odkryłam magicznych efektów środków zmieniających świadomość.

Doświadczyłam niezwykłego poprzez zwyczajność.

Szukałam muszli. Był piękny dzień, słońce tańczyło po falach, przypływ przybierał na sile. Nie tak łatwo było upolować muszlę wśród rozbrykanego żywiołu. Wymagało to maksimum spostrzegawczości i refleksu. Skoncentrowana ponad godzinę oddałam się jedynie poszukiwaniom.

A kiedy z dumą szłam podzielić się moim znaleziskiem, byłam już sobą – spokojną, uśmiechniętą, twórczą i cieszącą życiem.

Zło, niepokój, lęk i stres spłukało ze mnie morze a muszle dały mi siłę i możliwość odczucia szczęścia, piękna i radości.

Myślę, że każdy z nas potrzebuje swojej pełnej pięknych wyzwań zatoki, by odzyskać normalność.

Autor: Anita